Norman Davies


Boże Igrzysko, Historia Polski t.2 od roku 1795

wyd. Znak 1991
(oryginał: God’s Playground, A History of Poland. vol 2, 1795 to the Present, Oxford University Press, 1981)
Rozdz. 5. Fabryka. Proces uprzemysłowienia.
(fragmenty dot. Łodzi) [...]

Natomiast przypinana Łodzi etykietka “polskiego Manchesteru” wydaje się mało uzasadniona - szczególnie w oczach kogoś, kto widział metropolię Lancasteru. Łódź nigdy nie miała aspiracji do takiej pozycji politycznaj i kulturalnej, jaką zajmował Manchester Colbena i Brighta i była raczej następczynią niż pionierką w dziejach technologii przemysłu włókienniczego. Mimo to jej niezwykły rozwój w drugiej połowie XIX wieku, który nastąpił po kilku nieudanych startach, jest świetnym przykładem skomplikowanego charakteru procesu uprzemysłowienia w Polsce i koniecznego zbiegu licznych okoliczności, które go ostatecznie umożliwiły. W 1793 r., gdy Manchester ubierał już pół Europy, w osadzie zwanej Łodzią mieszkało zaledwie 191 dusz. W 1840, po dwudziestu latach poparcia ze strony państwa, miasto doszło do zaledwie 20.000 mieszkańców. Ale potem już nigdy nie oglądało się za siebie. W 1900 r. miało 315.000 ludności, w 1939 r.- 673.000, w 1971 r. - 765.000.

Kolejne eksperymenty, które wyznaczają wczesne, czy też może przedwczesne, początki przemysłu tekstylnego w Łodzi, były dziełem Rajmuda Rembielińskiego (1775-1841), prezesa komisji województwa mazowieckiego, który podczas inspekcji przeprowadzonej w lipcu 1820 r. zatrzymał się w pobliżu wioski, narysował na piasku linię biegnącą w poprzek starej drogi łączącej Łęczycę z Piotrkowem i oświadczył, że w tym właśnie miejscu rząd Królestwa Kongresowego założy nowe miasto. Rembieliński (zob. życiorys), weteran powstania kościuszkowskiegoi autor wydanej w 1804 r. sztuki Lord Salisbury, główny intendent wojsk Poniatowskiego, chciał dla państwa takich samych korzyści, jakie przypadły w udziale prywatnym przedsiębiorcom z pobliskiego Ozorkowa i Zgierza. Jego pierwszym przedsięwzięciem była produkcja materiałów wełnianych. Było rzeczą wiadomą, że po zakończeniu wojen napoleońskich wielu tkaczy ze Śląska i Saksonii pozostało bez pracy, podjęto zatem zorganizowane wysiłki sprowadzenia ich do Polski. Według modelowej umowy wypracowanej w Zgierzu, każdemu z nich oferowano 1,5 morgi gruntu, darmowe materiały na budowę domu oraz zwolnienie od czynszu , podatków i służby wojskowej na okres pierwszych sześciu lat. Rząd zobowiązał się wybodować bielarnie i farbiarnie, których zarząd miał spoczywać w rękach cechu tkaczy. W 1823 r. przybyło dziesięciu tkaczy; w r. 1824 przedłożono ofertę dostawy sukna na mundury dla polskiego wojska. W r. 1829 produkcja osiągnęła roczną wartość 35 milionów złotych. W sposób nieprzewidziany owych pionierów przemysłu wełnianego prześladowała plaga stałego braku surowca. Miejscowy dostawca, niejaki Ludwig Mamroth z Kalisza, stwarzał trudności twierdząc, że zagrożony jest jego dotychczasowy monopol na tym terenie. Czynnikiem o poważniejszym znaczeniu był fakt, że powstanie listopadowe wyelminowało z gry głównego klienta pączkującego przemysłu; nadzieje na eksport do Rosji upadły z chwilą ponownego wprowadzenia bariery celnej. Drugi plan Rembielińskiego, którego realizację rozpoczęto w r. 1824, dotyczył produkcji płótna. Tym razem osadnikom oferowano po 3 morgi ziemi, z czego połowa miała być obsiewana lnem. Pierwszeństwo dawano imigrantom, którzy mieli świadectwo zawodowych kwalifikacji. Udzielono oficjalnej koncesji rządowej oraz pożyczki w wysokości 20.000 zł pewnemu przedsiębiorcy z pruskiego Śląska, który przedłożył plan osady złożonej z 42 domów, mającej powstać w pobliżu miejscowości Ślązaki. Już w r. 1829 wyprodukowano 120.000 metrów płótna. Ale i to przedsięwzięcie upadło wraz z klęską powstania listopadowego. Plan produkcji bawełny był więc trzecim z kolei projektem Rembielińskiego i dla jego rozkwitu niewątpliwie okazał się korzystny upadek poprzednich dwóch. Jego realizację powierzono najpierw Christianowi-Friedrichowi Wendischowi, znanemu saskiemu przemysłowcomi z Chemnitz. którego koncesja datuje sie z października 1824 r., a następnie Ludwikowi Geyerowi, także Saksończykowi, który w 1828 r. pojawił się w Łodzi, przywożąc ze sobą cały rodzinny majątek w wysokości 1.000 talarów. Wendisch otzrymał 87 mórg ziemi i 180.000 pożyczki, którą wydał na budowę dwóch przędzalni i koła wodnego. W 1829 r. zmechanizowane zakłady wyposażone w 192 potężne przędzarki dostarczały surowca ręcznym krosnom stu tkaczy. W tym konretnym przypadku mechanizacja, wspierana kredytem solidnej niemieckiej spółki, pozwoliła przetrwać kryzys 1830 r. Geyer zrozumiał lekcję. Przetrwawszy aż dziewięć lat w oparciu o pierwotny kapitał zakładowy oraz skromną pomoc w postaci 14 morgów gruntu i zaledwie 3.000 zł pożyczki, teraz wystąpił do rosyjskiej dyrekcji Banku Polskiego w Warszawie z prośbą o pożyczkę w wysokości miliona złotych. Zapewniwszy sobie uzyskanie tej sumy, zamówił w Belgii wyposażenie całego kombinatu przędzalniczego z przędzarkami napędzanymi maszyną parową o mocy 50 koni mechanicznych. Od tej chwili Łódź przerzuciła się niemal całkowicie na produkcję bawełny, zdobywając sobie pozycję ośrodka otoczonego istną galaktyką miasteczek-satelitów: Pabianice, Aleksandrów, Konstantynów i Zduńską Wolę. Reorganizacja i modernizacja korzystnie zbiegły się w czasie z uruchomieniem w 1845 r. pierwszej polskiej linii kolejowej, biegnącej z Warszawy do Skierniewic i Rogowa. Kolejny kamień milowy przyniósł rok 1854, kiedy Zakłady Włókiennicze Gayera i Scheiblera w Łodzi przeszły na system mechanicznych tkalni. Odtąd można było dostarczać bawełnę na nieograniczony rynek rosyjski tak długo, jak trwało cesarstwo. Ulotna konstrukcja przedsiębiorstw prywatnych i państwowych, postępu technicznego, obcego i rodzimego kapitału, kwalifikowanej i łatwo dostępnej siły roboczej, korzystnych przepisów celnych w połączeniu z korzystnymi układami rynkowymi oraz rozwijających się nowoczesnych środków transportu - pojawiła się we właściwym czasie i właściwym miejscu, dając początek najbardziej udanemu przedsięwzięciu pierwszego uprzemysłowienia Polski. [...]